Przejdź do treści

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Rabat 500zł na zakup zegarka w Chroneo

Zapisz się do naszego Newslettera i odbierz swój kod.
Zapomniani bohaterowie - Albert Keck

Zapomniani bohaterowie - Albert Keck

W kolejnym opracowaniu zatytułowanym „Zapomniani bohaterowie” związanym z wielkim kryzysem zegarków mechanicznych i szwajcarskiego zegarmistrzostwa wywołanym w okresie tzw kwarcowej rewolucji, przez zalew tanich dalekowschodnich produkcji, czyli zegarków na baterię, paradoksalnie znów wspominam drugiego wielkiego ratunkowego, który był Niemcem. 

Cykl artykułów rozpocząłem pisząc o Gunterze Blumlein, a tym razem postaram się przybliżyć sylwetkę Alberta Kecka, który z Blumleinem był bardzo powiązany, zarówno biznesowo jak i pod względem pasji do tradycyjnego zegarmistrzostwa. Dla mnie osobiście zadziwiające jest, że Szwajcarzy, tak zwykle bardzo przywiązani do historii, która stoi za każdą praktycznie marką zegarkową niezwykle oszczędnie dawkują informacje na temat panów Kecka czy Blumleina. Czyżby dlatego, że nie pasują do jedynej słusznej narracji ?

Albert Keck

Albert urodził się w 1928 w małym miasteczku Dunningen, a że czasy były mroczne nie uniknął powołania do niemieckiego wojska. Co prawda było to już pod koniec wojny, kiedy to sięgano po głębokie rezerwy, jednakże 16 letni wówczas młodzieniec musiał się zderzyć z jej okropieństwami. Nie mam informacji na temat jego służby, ale udało mu się przeżyć, na szczęście dla zegarkowej branży.

Swoją przygodę z zegarkami rozpoczął podczas praktyk w firmie Junghans, która na początku XX wieku była największym producentem zegarków na świecie. Następnie rozpoczął studia inżynierskie w Państwowej Szkole Zegarmistrzowskiej w Furtwangen, które zakończył broniąc w 1950 roku pracę dyplomową. Po ukończeniu studiów rozpoczyna pracę jako inżynier w VDO Frankfurt, obecnie jest to VDO Automotive, produkującej m.in. zegary samochodowe, prędkościomierze etc.

Daje się poznać jako zdolny i ambitny pracownik, dochodząc po szesnastu latach do stanowiska dyrektora zarządzającego. W międzyczasie firma boryka się z niedokładnościami zegarków montowanych w kokpitach samochodów, a ponieważ poddostawcy nie są w stanie wywiązać się ze stawianych przez VDO wymagań, Keck podejmuje decyzję o nawiązaniu współpracy m.in. z Philipsem czego owocem jest stworzenie w 1970 własnego kwarcowego zegara samochodowego, dzięki czemu firma wyrasta na branżowego potentata. Warto wspomnieć o 30 milionach sprzedanych egzemplarzy.

Albert Keck zostaje finalnie prezesem VDO i w imieniu firmy składa propozycje właścicielom IWC oraz Jaeger le Coultre, odkupienia upadających marek. Ponieważ nie było innych chętnych, propozycja zostaje przyjęta i w ten sposób VDO staje się właścicielem tych marek. Szwajcarzy nie tylko finansowo nie byli już w stanie pracować nad własnymi mechanizmami, ale także uważali, że jedynym wyjściem, oprócz oczywiście bankructwa, jest sprzedaż, gdyż nie widzieli wtedy przyszłości dla tradycyjnych zegarków mechanicznych. Dziś z perspektywy czasu możemy tylko stwierdzić jak bardzo się mylili.

Keck stawia na utalentowanego młodego niemieckiego managera i zegarkowego pasjonata Güntera Blümleina, który również ukończył Szkołę Zegarmistrzowską w Furtwangen, czyniąc go szefem produkcji, a on z kolei stawia na słynnego dziś szwajcarskiego zegarmistrza Kurta Klausa.

Klaus otrzymuje zadanie skonstruowania zegarka, łączącego wieczny kalendarz z chronografem i fazami księżyca. Zegarka, którego wydaje się w owych czasach, nikt nie potrzebuje i mało kto będzie zainteresowany zakupem. IWC nie ma pieniędzy ani czasu na własny mechanizm, Kurt wybiera więc Valjoux 7750 i dokonuje w nim znaczących modyfikacji, finalnie zegarek jest gotowy na targi Basel w 1985, skala modyfikacji jest tak głęboka, Klaus dodaje do niego również moduł wiecznego kalendarza, że wzbudza nie tylko uznanie całej branży ale również apetyty kolekcjonerów. Innowacyjność konstrukcji polega również na zastosowaniu sterowania wszystkimi wskazaniami poprzez obrót koronką, zamiast powszechnie do tej pory stosowanych osobnych przycisków do każdego wskazania.

Kolejną marką, której należało pomóc była JlC, utrzymująca się głównie ze sprzedaży swoich mechanizmów innym firmom, ale tu już Albert Keck daje również rozwinąć skrzydła Blumleinowi, który dokonuje podziału kolekcji na główną czyli Reverso i komplementarną czyli Master.

Po upadku muru berlińskiego Keck wraz z Blumleinem chcą wdrożyć w życie reaktywację dawnej firmy Lange&Sohne, udali się więc w podróż do Glashuette celem obejrzenia byłych zakładów Volkseigener Betrieb GUB (Glashütter Uhren-Betirebe), jak wtedy nazywała się znacjonalizowana przez komunistyczny rząd NRD po II wojnie światowej firma A. Lange & Söhne. 

Rozpoczęli rozmowy o utworzeniu spółki oraz rozpoczęciu współpracy, ale wobec kompletnego braku nie tylko entuzjazmu, ale i zrozumienia drugiej strony uznali, że pomysłu w tym kształcie nie da się wdrożyć w życie.

Dopiero w IWC pracownicy, pamiętający o prawnuku założyciela L&S, który kupował od firmy mechanizmy do zegarków, podsunęli im pomysł odnalezienia Waltera Lange i rozmowy z nim o reaktywacji firmy. 

Pomysł jak wiemy ( pisałem o tym szerzej w artykule na temat pana Blumleina) zaowocował powstaniem znanej dziś manufaktury Lange&Sohne w jej obecnym kształcie, aczkolwiek pierwszych jej pracowników trzeba było z braku innych możliwości kształcić w IWC.

Albert Keck został Przewodniczącym Rady Nadzorczej VDO, a w dawnej uczelni również o nim nie zapomniano i w 1987 roku został mianowany honorowym senatorem uczelni.

Główny bohater naszej historii, zmarł w wieku 90 lat w roku 2018 i mam nadzieję, iż zostanie zapamiętany jako jeden z głównych architektów odrodzenia się szwajcarskiej branży zegarmistrzowskiej.

Darek Chlastawa